„Hamlet” – recenzja sztuki



Psychodeliczne piękno

Długo szukałam w swoim słowniku słowa, którym mogłabym określić tę sztukę. Piękna? Nie. Piękno przejawia się w niej w zupełnie innym kontekście. Psychodeliczna? Tak. Po wielu przemyśleniach uznałam, że będzie to adekwatne słowo.
„Hamlet” nie jest pierwszą sztuką w reżyserii Andre Hubnera-Ochodlo, którą widziałam. Kilka lat temu na deskach częstochowskiego teatru oglądałam monodram „Znikomość”, który wtedy wywarł na mnie ogromne wrażenie. Idąc na „Hamleta” miałam przeczucie, że w tym przypadku może być podobnie.

Oprawa sceniczna

Choć akcję dramatu osadzono w średniowieczu, patrząc na scenę miałam wrażenie, że zawieszona jest gdzieś w czasoprzestrzeni i z powodzeniem może toczyć się w czasach współczesnych. Zasługą tego jest scenografia osadzona w futurystycznym, surowym klimacie. Połyskujące, przezroczyste ścianki plexi, stół-katafalk umieszczony w centrum sceny, w tle dwa akwaria z cieczą zabarwioną na niebiesko, metalowa klatka stanowiąca grób Ofelii... I lustra. Ich wszechobecność jest przytłaczająca i sprawia, że pozornie otwarta przestrzeń sceny staje się więzieniem dla myśli bohaterów. Ważną rolę odgrywa gra świateł, która dodaje sztuce mrocznego, psychodelicznego klimatu. Ciekawym elementem jest kamera wideo, która od początku spektaklu „podgląda” bohaterów, rejestrując i ukazując ich reakcje na dwóch monitorach. Rolę operatora kamery pełni powiernik Hamleta, Horacy (Adam Machalica), który jest skrytym w cieniu obserwatorem zdarzeń. Całości dopełnia świetnie dopasowana do scen muzyka, skomponowana przez Adama Żuchowskiego.
Trudno w spektaklu postawić odkrywcze tezy, gdyż niełatwo być reformatorem w przypadku tego dzieła. Mimo to „Hamlet” obfituje w sceny, które zapadają w pamięć. Sztuka elektryzuje widza od samego początku. Jest nieprzewidywalna i pełna ekspresji.
Duże wrażenie wywarły na mnie monologi księcia Danii, zaprezentowane w formie songów. Śpiew w przeciwieństwie do wypowiadanych słów jest ulotny, co z kolei zmusza widza do skupienia na nich całej uwagi. Maciej Półtorak dzięki swoim umiejętnościom wokalnym nadał monologom zupełnie inny wymiar. Sprawił, że stały się dynamiczne, drapieżne, a momentami nawet gwałtowne i przerażające. 

Aktorskie trio

Myślę, że nie będzie przesadą, gdy napiszę, że nikt nie zagrałby Hamleta lepiej niż Maciej Półtorak. Ten aktor stworzony jest do ról niejednoznacznych, wyrazistych, o ambiwalentnym stosunku do rzeczywistości. Taki właśnie jest jego Hamlet: gwałtowny, porywczy, śmiejący się szaleństwu w twarz, momentami wręcz brutalny i bezwzględny, jak w scenie rozstania z Ofelią czy pamiętnej rozmowie z matką „przez stół”. Półtorak świetnie zaprezentował to, jak Hamlet swoje zagubienie i rozczarowanie światem skrywa pod maską szaleńca i pewnego siebie mężczyzny. Momentami przypomina mi Kordiana, jak w scenie, kiedy znajduje się o krok od zabicia Klaudiusza. Nosi rysy dyktatora, ale w najważniejszym momencie staje się niezdolny do wykonania ostatecznego kroku.
Pomimo mojego podziwu do wysiłku i zaangażowania, jakie Półtorak włożył w kreowanie swojego bohatera uważam, że show „kradnie” Adam Hutyra w podwójnej roli – Klaudiusza oraz widma ojca Hamleta. Klaudiusz jest człowiekiem pełnym sprzeczności. Z jednej strony to władca bezwzględny, uciekający się do intryg, despota stawiający cel wyżej niż środki. W takich momentach był niczym władca rodem z Księcia Niccolo Machiavellego. Z drugiej strony kocha Gertrudę niemalże do szaleństwa. Jego oddanie, ale i pożądanie widoczne jest w każdej ich wspólnej scenie. Także przez wzgląd na szacunek do żony zmuszony jest respektować poczynania Hamleta. Jednak Klaudiusz nie jest człowiekiem ze stali. Słabość bohatera najsilniej ujawnia się w scenie modlitwy, która jest jednym z najmocniejszych momentów w całej sztuce. Widzimy wtedy władcę Danii na kolanach, jako człowieka, który lęka się Boga i własnego cienia.
Należy wspomnieć także o Grabarzu, w którego wciela się fenomenalny Michał Kula w równie świetnej charakteryzacji. Na scenie pojawia się niczym fantastyczna postać z zaświatów, przypominająca w beznamiętny sposób o nieuchronności śmierci.

Studium o ludzkim szaleństwie

Sztuka obfituje w sceny groteskowe, przez niektóre osoby krytykowane. Według mnie są ciekawym zabiegiem. Dezorientują widza, sprawiają, że kwestie wypowiadane przez postaci stają się mniej oczywiste i zmuszają odbiorcę do refleksji. „Hamlet” to sztuka o ludzkich słabościach. Ochodlo interpretując dzieło Szekspira i przystosowując je do współczesnych czasów, ukazuje świat pełen deprawacji, przemocy, niespełnionych nadziei i miłości niemającej prawa bytu. To także sztuka mówiąca o samotnej walce o ideę, skazanej na porażkę. Dogłębne studium o przemianach świadomości, ale także o ludzkim szaleństwie. Nie mam tutaj na myśli jedynie domniemanego szaleństwa Hamleta. Przez całą sztukę widzimy, jak poszczególne postacie stopniowo popadają w obłęd, a fabuła zmierza ku drastycznemu końcowi. To, co dostrzegamy w ostatnich scenach sztuki to ruina człowieka, a cała reszta... No cóż, cała reszta jest już tylko milczeniem.
Starsze
Next Post »
1 Komentarz