W związku z tym, że 17 listopada była premiera filmu pt. „Najlepszy” w reżyserii Łukasza Palkowskiego, postanowiłem przybliżyć osobę ironmana, triathlonisty Jerzego Górskiego, ponieważ to on jest głównym bohaterem filmu.
15-letni morfinista i jego początki
Problemy Górskiego zaczęły się dużo wcześniej, a dokładnie w okresie szkoły podstawowej, kiedy był uzależniony od papierosów, wąchania kleju i płynu Tri. Płyn Tri to tzw. „trichloroeten”, który był stosowany jako rozpuszczalnik tłuszczów, mający silne działania narkotyczne.
Nadszedł moment, kiedy przyszły sportowiec spróbował po raz pierwszy morfiny – wówczas miał 15 lat. Dla laików, którzy nie posiadają wiedzy na temat tego narkotyku, polecam wejść na stronę internetową www.poradnikzdrowie.pl.
Heroina „pomogła”
Po morfinie Górski coraz bardziej uzależniał się od heroiny; brał nawet 20 centymetrów dziennie. Miał możliwość dostępu do omawianego narkotyku, nie w postaci proszku, a „kompotu”. Czym był „kompot”? Według poradnikzdrowie.pl był wywarem ze słomy makowej o oleistej konsystencji i brązowym kolorze, co było popularne w młodzieńczych latach Górskiego.
Heroina prawdopodobnie byłaby przyczyną śmierci, gdyby nie zamykano go w aresztach śledczych za włamania do aptek oraz podjęcie próby leczenia się w szpitalu psychiatrycznym. Szpital znajdował się w Lubiążu, ale pobyt w nim nie przyniósł pozytywnych wyników.
Więzienie miejscem przełomowym
35 lat temu Górski został aresztowany za włamanie się do apteki i trafił do więzienia. Działał tam radiowęzeł, co pozwoliło na wysłuchanie radiowego reportażu pt. „Jak makiem zasiał”, gdzie Marek Kotański mówił o idei i koncepcji powstania MONARu (ośrodek zwalczający narkomanię, bezdomność, biedę społeczną).Minęły dwa lata, a nasz bohater zdecydował się dołączyć do tego ośrodka. Był nim pozytywnie zaskoczony, bo metody Kotańskiego różniły się od innych, czego dowodem jest fragment wypowiedzi z wywiadu przeprowadzonego przez Jakuba Radomskiego w „Przeglądzie Sportowym”: „Nie było pasów, lekarza, pielęgniarek i zastrzyków. W psychiatryku panował przymus. Tam tak naprawdę udawałeś, że chcesz się leczyć. Nikt nie pokazywał ci innego świata. A Kotański tworzył ośrodki dla ludzi, którzy leczyli się sami, przy pomocy lidera i społeczności, bez tego całego farmakologicznego syfu. W każdej chwili mogłem wyjść, zrezygnować. Ale nie zrobiłem tego, bo poczucie wolności, które tworzył MONAR, było impulsem”.
W 1985 roku Górski zaczął uprawiać bieganie i odwiedził swojego „guru”, ironmana Antoniego Niemczaka. Podczas spotkania z idolem opowiadał mu historię swojego życia. Niemczak się go nie przestraszył, a nawet zaczął mu doradzać. Pewnego wieczoru Górski oglądał program w telewizji o triathlonie. Potem ktoś dostarczył mu broszurę, w której przeczytał o zawodach na Hawajach.
Niby tylko rower, a jednak tak wiele…
Minęło parę, może paręnaście miesięcy od spotkania ze swoim mistrzem, a Górski objechał całą Polskę i odwiedzał wszystkie ośrodki MONAR-owskie w Polsce. Celem tych wizyt było przekonanie ludzi do podpisania się pod petycją o zakazie siania maku na terenie Polski oraz nakłonienie narkomanów do zdrowego stylu życia. Podczas trzymiesięcznej wyprawy po raz pierwszy wziął udział w zawodach triathlonowych i ukończył je na ostatnich miejscach w klasyfikacji.
Po tym, jak ukończył leczenie w MONARZE, zapisał się na konkurs Ironmana w Kaliszu i zajął drugie miejsce. Dziennikarze byli z jednej strony zachwyceni jego wytrzymałością, a z drugiej powiedzieli, że „gdyby czas ćpania, palenia, picia i prób samobójczych poświęcił na treningi, miałby szansę zostać wybitnym sportowcem”.
Stany Zjednoczone
Mieszkający już w USA Niemczak zaprosił Górskiego do Stanów w 1990 roku, gdzie odbywał się bieg pt. „Western States Endurance Run”. Był on uznawany za najtrudniejszy do pokonania, bo trasa wynosiła 161 kilometrów. Do tego dochodził upał i trudna specyfika trasy. Głównym celem było złamanie rekordu 24 godzin, ostatecznie udało się dobiec do mety.
Mijają dwa miesiące, a 35-letni Jerzy osiąga swój największy sukces, czyli zwycięstwo w „Double Ironman” w Huntsville. Nawet wtedy nie udało mu się złamać 24 godzin, ale w porównaniu z WSER poprawił się o ponad 3 godziny.
Igranie ze śmiercią i emerytura sportowa
Pięć lat po swoim największym osiągnięciu występował w zawodach ULTRAMAN na Big Island, pomimo wypadku rowerowego, którego doznał rok wcześniej na Węgrzech, w którym prawie zginął.
Po zakończeniu kariery został prezesem Centrum Sportowego „Głogowski Triathlon” oraz organizatorem triathlonów w Sławie, Kozienicach, Crossu Straceńców w Głogowie. Przez długi czas amatorsko biegał, ale musiał zrezygnować ze względu na problemy z sercem.
Dawid Gątkowski



1 Komentarz
Fajnie to wszystko zostało tu opisane.
Odpowiedz