W poniedziałek 8 stycznia, a dokładnie o godzinie 20:30 w OKF Iluzja oglądałem film pt. „Party”, którego reżyserką jest Sally Potter. W filmie zagrały Kristin Scott Thomas („Cztery wesela i pogrzeb”), Patricia Clarkson, która w ostatnim czasie grała również Jane Davis w „House of Cards”. Jeśli chodzi o mężczyzn, na uwagę zasłużył Cillian Murphy, czy szwajcarski aktor Bruno Ganz (w filmie „Upadek” wcielił się w postać Adolfa Hitlera).
Wielowątkowość filmu jest plusem
Ci, którzy mnie znają wiedzą, że polityką się bardzo interesuję i to ma wiele wspólnego z zainteresowaniami takich postaci, jak Janet (Kristen Scott Thomas) czy April (Patricia Clarkson). Pierwsza z nich organizuje przyjęcie z okazji awansu na stanowiska minister zdrowia. Gośćmi jej są: Tom, który prowadzi swoją firmę (Ciilian Murphy), wykładowczyni teorii feminizmu Martha (Cherry Jones), Jimmy, partnerka Marthy, która zaszła w ciążę dzięki metodzie in-vitro, Gottfried (Bruno Ganz) ze swoją żoną April, przeciwniczką demokracji parlamentarnej. Na przyjęciu pojawia się także Bill, którego gra Timothy Spall. Wspomniane wątki, czyli: in- vitro, feminizm, czy polityka są tematami aktualnymi i dotyczą problemów społecznych, z którymi mierzy się ludzkość w Europie. „Party” daje możliwość ponownej dyskusji na wspomniane tematy i być może odpowiedź na pytanie „Jak poradzić sobie z problemami, które nas otaczają?”. Zwracam też uwagę na to, że równie dobrze możemy wyjść z tego filmu lepsi, bo często załamujemy się „dużymi” kłopotami w życiu codziennym, a porównując je do sytuacji, w których znajdują się postacie filmu, możemy poczuć się lepiej, ale na zasadzie, że inni mają jeszcze gorzej, niż my.
Film jest też bardzo dynamiczny i krótki, bo trwa tylko godzinę. Pokazuje to, że nasze życie może zmienić się w jedną minutę o 360 stopni, podczas której nie mamy czasu na rozmowę z bliskimi, ponieważ startujemy w wyścigu po wyższe stanowisko pracy i zarobki, zaniedbując rodzinę. Przykładami są tutaj Janet i Tom, którzy poprzez poświęcenie się pracy w swojej dziedzinie, zaniedbali relację ze swoimi „drugimi połówkami”, co był przyczyną zdrad w ich małżeństwach.
Być może Sally Potter zadaje nam pytanie „Czy warto się żenić lub wychodzić za mąż, skoro związek małżeński nie ma takiej wartości, jak kiedyś?”
Życie zawsze jest niezależnie od czasów, w jakich żyjemy sztuką wyboru. Wybór, który podejmujemy w danym momencie ma konsekwencje za 20- 30 lat i powinniśmy być tego świadomi. Może jesteśmy tego świadomi, ale sytuacja się zmieniła w pracy, związku małżeńskim z biegiem czasu i nie jest to tylko od nas zależne?
Każdy z nas jest indywidualnością, mającą różne podejście do świata, cechy charakteru, priorytety życiowe, ale jeśli podejmuję decyzję o tym, że żenię się z daną kobietą, to powinienem wiedzieć, dlaczego. Będąc np. w związku małżeńskim, a w przyszłości planując rodzinę, wiem, że będziemy nie tylko rodziną, ale drużyną i każdy z nas powinien grać w tej samej drużynie, pomimo pewnych różnic np. finansowych, pochodzenia, wieku, wykształcenia.
Niemniej jednak obecnie ludzie, w wyniku pospiechu, nie mają czasu na spokojną rozmowę pomiędzy sobą, co negatywnie wpływa na rodzinę, w której cierpią też niejednokrotnie dzieci.
Dlatego zastanawiam się, czy autorka tym filmem zadaje pytanie o zawartość małżeństwa, bo jeśli wydaje się nam, iż jesteśmy w szczęśliwym związku, dbając o to, żeby żyć na dobrym poziomie, a druga połówka tego nie docenia, bo nie spełniamy jej potrzeb, które może spełniać ktoś trzeci. Czy warto się angażować w związek małżeński? Być może lepiej realizować się zawodowo i osiągać sukcesy, pomimo braku miłości, ale nie cierpiąc?
„Impreza” musi być w domu?
„Party” z reguły kojarzy się nam z jakąś imprezą, jak nie w mieście to w domu. W tym przypadku akcja dzieje się właściwie w domu Janet. Każda impreza jest dynamiczna, co chwilę puszczane są nowe utwory. Miejscem symbolicznym w mieszkaniu był pokój, gdzie siedział Bill, który słuchał muzyki z płyty winylowej, niemniej jednak muzyka też jest tutaj przenośnią, ale dlaczego? To już sami obejrzycie, a się przekonacie!
Czy to był film, w którym można zobaczyć dobrą grę aktorską?
Jeśli się spojrzy na to, kto grał w tym filmie i jego karierę, można powiedzieć, że to są dobrzy, renomowani aktorzy. Zastanawiam się, czy ta dynamika daje możliwość zaprezentowania swoich umiejętności, bo z jednej strony bohaterowie ciągle byli w nowej sytuacji, która ich wzburzała, co przyrównywało ich do ludzkich zachowań. Ludzie często są stawiani w sytuacjach niekorzystnych, kierują nimi emocje. Druga strona medalu jest taka, że dynamiczność nie pozwala aktorowi wykazać się w dłuższym czasie.
Po pierwsze wiele zależy od widza, bo każdy z nas mógłby się zachować, jak dany bohater w swoim życiu, a po drugie mamy różne gusta. Gdyby brać ten pierwszy wariant pod uwagę, wyróżniłbym Murphy’ego, ponieważ jego postać była emocjonalna, niekonsekwentna, brał używki, a jednocześnie przy tym był zabawny. Niekonsekwencję widać już u niego od samego początku, kiedy przychodzi na przyjęcie bez żony, ale z bronią. Po czym później wychodzi na dwór i wyrzuca broń do kosza. Zmienia jednak plany, chcąc zabić Billa. Następnie jednak, chce by ten żył.
Bill grany przez Timothy’ego Spall’a był jedynym statycznym bohaterem, ponieważ siedział na fotelu, nigdzie nie wychodził w porównaniu do reszty. Ale to od jego postaci akcja co chwilę przybierała na nowo, bo mówił, że sypiał z Marthą, zdradzał Janet z Marianne, co wywołało oburzenie u innych. Pozytywnie aktora oceniłbym za charakteryzację i grę raczej też.
Pozostali aktorzy i aktorski nie wpłynęły w sposób znaczący na przebieg akcji tego filmu, nie licząc tego, że Kristin Thomas jako Janet ratuje Billa. Uważam, że ten film nie dał im szans, możliwości, żeby GRAĆ, więc ciężko jest pozostałych ocenić za ten film.
Dawid Gątkowski




0 Komentarzy